zasiadka 23-26.08.2012 Dębina

Po zakonczeniu zasiadki tydzień wcześniej, postanowilismy na razie sobie odpuścić ryby ,trzeba pomieszkać troche w domu. Więc dzień później ułaskawiając złego wilka w domu termin zasiadki był znany 23-26.08.2012. Wybraliśmy Stawy Dębina a konkretnie staw Dębowy mniejszy i trudniejszy (z każdej strony można łowić więc mieliśmy sporo sąsiadów czyli tłok - presja wędkarska większa). Ekipa naszej wyprawy liczyła aż 5 osób. To juz prawie gromada ;-) . A więc czwartek godzina 6.00 meldujemy się z Piotrem nad wodą.

 

Po krótkim zaplanowaniu lokalizacji naszych namiotów rozłożyliśmy je w sposób oszywiście znany przez każdego karpiarza. Bez żadnych przypadkowych rzeczy namiot jak i jego środek jest z góry zaplanowany. Ustawiając nawet lokalizacje naszych łodzi.

 

 

Kończąc pracę organizacyjną w naszym obozowisku zajeliśmy się wedkami. Około południa dojechał nasz 3 członek załogi z niespodzianką. Pomogliśmy mu w rozłożeniu namiotu itp. i jesteśmy prawie w komplecie.

 

Prace precyzyjne jak zwykle dopracowane na 100%

 

Nasz kolega po kiju. Piotrek

 

A to nasza niespodzianka zrobiona przez Mateusza. Jego bratanica Martynka pasjonatka wedkarstwa i raczkujący karpiarz.

 

Pierwszą rybe tej zasiadki złapałem tym razem Ja. Karp ważył zaledwie około 7kg a wyglądał jak by przeżył swoje. Myśle, że to był jeden z skutków złego obchodenia się z karpiami. Niestosowanie preparatów antyseptycznych jak i haków zadziorowych. Każdego osobista decyzja.

 

Kolejnego dnia zasiadki wczesnym rankiem gdy wszyscy jeszcze spaliśmy obudził nas dzwięk sygnalizatora, branie na Martyny wędce. W współpracy ze swoim wujem Mateuszem udało się wycholować pierwszego karpia młodej karpiarki. Ryba ważyła 2.5kg była to jej obecna życiówka. Pytając ją co sądzi i jak podoba jej się karpiowa zasiadka. Odpowiedziała - Fajnie podoba mi się ale ryba jest mała.

 

Tego samego dnia przed południem zaskoczył nas fakt. Straż pożarna zamierzała przeprowadzić ćwiczenia. Po krótkiej rozmowie z dowódca całej brygady przenieśli się na wcześniejszy staw.

 

Z piątku na sobote wylondował kolejny karp na macie, złowiony przez? Trudne pytanie. Sygnalizator zawył u Mateusza na kiju ale po chwili okazał sie, że miał dwa haki Mateusza jak i Piotra.

 

 

Tej samej nocy mój kolejny przyłów.

 

Sobota rozpoczeła się bardo spokojnie mieliśmy już 4 sztuki. Dotarł do nas ostatni wedrowiec Paweł na jedna nocke. Zjedliśmy śniadanko wypiliśmy kawe z odwiedzającymi nas ludzmi i piiiiiiiiiiiii. Sławek miał już kolejną ładna rybke na macie.

 

Sobotnia noc zaczeła się pod tytułem " Pod wodą". Zorganizowane dvd przyciągneło wielu chętnych na seans. Noc zakonczyła się jednym piknięciem sygnaliztora i wesołym humorem całej sali kinowej.

 

Świt budząc nas nie wniósł nic nowego do naszej statystyki. Więc do południa spokojnie spakowaliśmy namioty i reszte tego naszego oprzyrządowania. Z głową podniesioną do góry pojechaliśmy do domu. Dziekuje za wspólna zasiadke Martynce, Mateuszowi, Piotrowi i koledze Pawłowi, Pozdrawiam

 

relacje opisał Sławomir Kowalczyk