zasiadka nowaki lipiec 2014

 

Trzy życiówki…

 

     Łowisko Nowaki? Kto tam wędkował, ten wie, że łowisko nie należy do łatwych, pływa w niej wiele starych, cwanych karpi, ryb, które z nie jednego talerza jadły a więc i swoje w życiu przeszły.

     Stanowiska, które wybraliśmy na zasiadkę to 17,19 i 21, niestety wszystkie inne (czytaj lepsze) były już zajęte. W porównaniu do tamy to rzadziej używane stanowiska ale jak się na tej zasiadce okazało, to stanowiska, które również mogą przynieść  sukces i to z najwyższej półki!

     Niski stan wody, który zastaliśmy po przybyciu nad wodę, całkowicie zmusił nas do położenia zestawów daleko od trzcin, można co prawda było położyć zestaw bliżej brzegu ale wystające korzenie na głębokości niespełna 1m, powodowały duże zagrożenie samego pływania. Ostrzegam wszystkich, którzy w przyszłości przy wyższym stanie wody będą tam zasiadać aby pod samym brzegiem między 19 a 21 pływali bardzo powoli. W tej chwili wystaje kilka korzeni kilkadziesiąt centymetrów ponad wodę a w szczególności jeden, który jest bardzo wysoki i bardzo ostro zakończony, spokojnie może spowodować rozdarcie pontonu, dlatego przestrzegam wszystkich, uważajcie!

     Po dokładnym wysondowaniu zdecydowaliśmy pierwszy  marker postawić jakieś 30m od przeciwległego brzegu na głębokości 3m (dno w miarę twarde z lekkim spadem ku środkowi, drugi natomiast na głębokości 4,5m, (najgłębsze miejsce w tamtej okolicy z mułem około 3-5cm).

     Pierwszą noc przespaliśmy spokojnie, dopiero o godzinie 4,00 po kilkunastu godzinach moczenia zestawów, pierwszy odjazd tej zasiadki, pierwszy ale jaki? Branie miał Jarek, szpula tak się paliła, że wszystkich od razu postawiła na równe nogi, zacięcie i jest, siedzi, opór ogromny, czuć, spory ciężar na drugim końcu żyłki. Z powodu zatopionych korzeni na tym stanowisku nie rezykujemy z holem z brzegu i już po chwili wskakujemy do pontonu. Hol nie należał do bardzo trudnych, po kilku odjazdach karp się poddaje i widzimy go pierwszy raz, jest ciemno ale od razu widać, że ma grubo ponad 20 kilogramów, podbieramy go i płyniemy do brzegu. Na brzegu Andrzej przejmuje rybę, skręca podbierak, podnosi a tu siatka zaczyna strzelać, jest ciemno więc nie rezykujemy i bierzemy go w dwójkę, od razu czuć, że jest to spora ryba. Pierwsze ważenie, wagą do 25kg a tu error!!!, co jest, czyżby ryba miała więcej? A może bateria się rozładowała? Padają, różne pytania i podejrzenia, Andrzej przynosi inną wagę, ważymy i już wiemy, mamy na macie największego mieszkańca tego akwenu, jest to 3-łuski, kto by się spodziewał, pierwsze branie i taka ryba. Król tej wody po odliczeniu worka ważył 27,2kg! Jarek ma nowy „PB”.

 

Czwartek mija w miarę spokojnie, Andrzej zalicza jedno branie i wyciąga karpia 11kg.

Ranek w piątek również wita nas braniem u Andrzeja i znów karp 11kg.

Z piątku na sobotę jak się później okazało to najlepsza nocka od nie pamiętnych czasów, mamy 4 brania w tym 2 życiówki i idziemy spać zmęczeni dopiero o 5.30 ale po kolei. Pierwsze branie o 23.00 znowu u Andrzeja, tym razem karp 12kg.

Andrzej zakłada nową kuleczkę i zestaw ponownie ląduje w wodzie. Jest chwila spokoju, cały czas wspominamy branie z pierwszego dnia no i oczywiście wyciągniętą rybę. Powoli dochodzi godzina 2, dochodzimy wspólnie do wniosku, że najwyższy czas się położyć, wstajemy, robimy porządek, nagle szpula Andrzeja zaczyna się palić, Andrzej zacina i zaczyna holować, po dosłownie 3-5 sekundach, na moim kiju, pik, pik i odjazd…, ponieważ mieliśmy z Andrzejem kije blisko obok siebie, dochodzimy do wniosku, że jego ryba weszła w mój zestaw, więc stoję przy kiju i czekam na rozwój wydarzeń,  ale zaraz, zaraz, przecież to jest 100m od brzegu, zestawy co prawda leżały kilka metrów od siebie ale przecież nie ma możliwości poplątania, żyłka przecież na takiej odległości musi leżeć na dnie, zacinam, czuje duży opór, w tym momencie ryba Andrzeja parkuje w korzeniu, niestety spina się, ja tymczasem wsiadam na ponton i płynę po moją rybę, po chwili jest już w podbieraku, na oko wydaje się spora, widać że ma grubo ponad 15kg ale ciężko dokładnie ją ocenić, dopływamy do brzegu, ważymy i jest nowy „PB” , po wytarowaniu ma równe 19kg!!!

Strzelamy fotki i ryba wraca do swojego królestwa. Mamy już 3 brania tej nocy a do rana jeszcze trochę czasu zostało. Zakładamy kuleczki i zestaw wraca do wody. Cała operacja, holowania, ważenia, ponownego wywozu to dobra godzina. Po ogarnięciu wszystkiego mija godzina 3, Andrzej ma kolejny odjazd, tym razem, ryba daje się prowadzić, wsiadamy na ponton i po chwili ryba jest już nasza, Andrzej ocenia ją na 12-15 kilo ale ja podbierając widzę, że na pewno jest większa. Jest krótka ale krępa, ma bardzo szeroki kark, co może świadczyć o dużej masie. Jak zobaczycie na zdjęciu, ten karp powinien nosić nazwę 3łuski, trzy mocno widoczne łuski. Dopływamy do brzegu, waga i jest kolejny „PB” tego wyjazdu, tym razem ustanowił go Andrzej, karp ma 17kg!!!

Siedzieliśmy do świtu ale więcej brań już się nie doczekaliśmy, najwyższy czas na trochę snu. Sobota przywitała nas piękną słoneczną pogodą, jest południe, obmyślamy strategię na ostatnią dobę, mimo, że nasza zasiadka jest i tak już udana, mamy apetyt na więcej. Dochodzi 13, na mojej skrajnej wędce branie, odjazd niczym pociąg „inter city”, był to kolejny dowód, że na Nowakach ryba bierze również w dzień ale do rzeczy, wsiadamy na ponton i płyniemy po rybę, ryba za diabła nie chce się poddać, muruje i nie daje się podprowadzić do podbieraka, ryba ciągnie jak oszalałą, mija 10 minut i jeszcze jej nie widzieliśmy, niestety wpływamy w stanowisko sąsiadów, (dziękujemy za wyrozumiałość kolegów) ale naprawdę ryba robiła co chciała, dodatkowo wiatr nam nie pomaga, dyma jak cholera w kierunku ucieczki ryby. W końcu ryba się poddaje, ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że wcale nie jest taka duża, ale za to jaka silna! Ryba dała nam mnóstwo adrenaliny, po dopłynięciu do brzegu wiemy, dlaczego tak trudny toczyliśmy z nią bój, ryba jest krótka z mocnym szerokim ogonem, waga, zdjęcia i ryba wraca do wody, karp ważył 12,5kg

 

Krótkie podsumowanie:

Karpie na Nowakach jeszcze pływają, prawdą jest, że nie ma ich dużo ale przecież liczy się jakość a nie ilość. Łowisko na pewno jak co roku dalej będzie gościć w naszym kalendarzu. Karpie biorą w dzień i w nocy w sumie w trzech złowiliśmy 5kg, 8kg, 11kg, 11kg, 12kg, 12,5kg, 17kg, 19kg i oczywiście mega jaśnie Pana "Trzy Łuskiego" 27,2kg, dodatkowo zaliczyliśmy 2 parkingi w korzeniach. Cieszę się, że potwierdziło się, że nie tylko tama łowi ale jak widać można największego osobnika na tym zbiorniku również złowić w tak mało z pozoru atrakcyjnym miejscu. Trzy brania mieliśmy przy nęceniu pva (8; 12,5; i 19kg), reszta nęcona dywanowo peletem i kulkami. Ryby brały z twardego jak i z miękkiego dna z przewagą na twarde, natomiast z miękkiego były zdecydowanie większe. Potwierdziło się, że na tym łowisku dalej króluje śmierdziel!

Już wkrótce tam wracamy, zmierzymy się z nimi już we wrześniu…

 

Rafał Nowak