Czeski CIPRO
Witajcie koledzy!
Dziewięć miesięcy trwało oczekiwanie na wyjazd do Czech, z utęsknieniem wypatrywałem października w swoim kalendarzu karpiowym ale w końcu doczekałem się i z kolega Maciejem polecieliśmy aż pod Czeskie Budziejowice.10 ha wody, przepięknej wody otoczonej lasem, taki urlop to jest to! Po dotarciu widzimy się z panem Romanem Korda, właścicielem wody, pierwsze czeskie lody przełamane i chociaż nasz czeski był taki jak ich polski udaje nam się zrozumieć wszystkie zasady panujące na zbiorniku. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że właściciel kładł spory nacisk na to jak obchodzić się z karpiami jak również dal nam do zrozumienia że będziemy jako nowi kliencie bacznie obserwowani. Myślę że nie ma się co dziwić bo wszyscy wiemy że rożnie z tym bywa. Po tej czeskiej konwersacji, dostaliśmy pierwsza niespodziankę, opiekun wody pan Pepe własnoręcznie zapakował nasz dorobek do łodzi, szok! Człowiek nie pierwszy raz jest nad woda ale czegoś takiego to jeszcze nie widziałem. Dopływamy na nasze łowisko, rozpakowujemy majdan, piwko i łapiemy magie tego pięknego miejsca.





Po godzinie przyszła kolejna niespodzianka, podpływa do nas sam boss, pakuje nas do lodzi i opływamy wstępnie z echosondą całą naszą miejscówkę. Czegoś takiego w życiu nie spodziewałbym sie, każdy i tak sonduje swoje łowisko po swojemu, ale ogólny zarys dna i doświadczenie właściciela wody daje nam dużo możliwości. Każdemu życzyłbym takiego przyjęcia na naszych komercyjnych wodach. Ustalamy z Maciejem nasze miejscówki i pierwszy zestaw wywieziony. Jakie było nasze zaskoczenie kiedy po 45 minutach z pięciu metrów przy samym spadzie pierwszy odjazd i 15.8 kg kończy przed obiektywem.

Wstęp do tygodniowej zasiadki wydawał się być piękny ale na kolejne branie przyszło poczekać prawie dwie doby. Branie na Macieja kij i pelnoluski 14.2kg na macie. Godzinę później i u mnie kolejne branie,14 kg.

Nieduże kapry jak mówią Czesi ale widać, że ryba chodzi w całej środkowej części zbiornika. Mija kolejna doba i Maciej doławia 11.2kg a ja w miedzyczasie zaliczam trzy spinki, bezzadziorowy haczyk w bardzo specyficznym miejscu nie do końca spełnił swoje zadanie. W oczekiwaniu na kolejne brania kładziemy się spać, trzeba przyznać, że noce mieliśmy wyjątkowo spokojne. O siódmej rano budzi mnie delikatny pik na centralce, po chwili drugi i przycięcie. Od razu czuć ze 100 m że to duża ryba, niemalże staje w jednym miejscu niczym zaczep. Odpuszczam trochę bo widzę, że to nie żarty, to był strzał w dziesiątkę, ryba sama rusza w lewo i powoli daje się podciągać bliżej brzegu. Kilka krótkich odjazdów i mamy ja pod powierzchnią. Szok! Liczymy ją na 24-25 kg, ale to co zobaczyliśmy na wadzę przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Waga wcześniej wytarowana (mokry worek z mokrym podbierakiem, bo tylko tak waży sie tam karpiszony) wskazuje 29.6kg!!! Prawie trzydziestka na macie w dodatku pełnoluski karp, kto z nas o tym nie marzy.


Niestety trzy doby ulewnego deszczu i wczesny poranek nie dostarcza nam odpowiedniego naświetlenia dla tej pięknej ryby ale to co zostaje w sercu, zostaje na zawsze. Oddajemy rybę wodzie i długo dochodzimy do siebie po tym zdarzeniu. Jestem przeszczęśliwy. Konsultujemy rybę z opiekunem łowiska i już wiemy, że to „Cipro”, największa pełnołuska ryba pływająca w tej wodzie ze specyficznie ubarwionej płetwie ogonowej (odbarwiona linia brzegowa płetwy i charakterystyczną plamką na prawym boku). Ryba nieprzeciętnie przybiera na wadze w 2012 ważył ponad 23 kg ale trudno się dziwić skoro przez cały sezon wszystkie stanowiska sa wypełnione na maksa. Ryby ewidentnie po opadach deszczu i wychłodzeniu wody przeniosły się na zatokę. Maciej wtedy bezkonkurencyjnie dochodzi do głosu, łapiąc miedzy innymi swoja życiówkę 17.8kg, a potem kolejne ryby 8.8kg, 13.2kg, 15.2kg, 13kg, 12kg, 9.8kg i 8kg. Druga połowa wypadu ewidentnie należała do mojego kompana, ja zostałem juz bez nawet pika ale to co przyniósł mi „Cipro” na długo pozostanie w mojej pamięci.
Podsumowując, łacznie mielismy 20 brań z tego 13 ryb stanęło przed obiektywem, to i tak jak na nieznana jesienna wodę trzeba uznać za sukces. Woda jest piękna i urokliwa z pewnością warta poznania. Czescy koledzy na sąsiednich stanowiskach dostali trzy dwudziestki, wiec dopóki „pruty” w wodzie wszystko jest możliwe…
Z pozdrowieniami Przemek Nowak.
