Zasiadka 17-19.08.2012 / Dębina  

Jest wieczór pierwszego dnia tygodnia. Dostaje telefon od Mateusza z zapytaniem – Jak tam rybki na Dębinie? Odpowiadam – Oczywiście świetnie, a Ciebie tam nie ma? Rozmowa jak to bywa na tematy wędkarskie trwała nie krótko. Zadecydowaliśmy, że jedziemy w piątek na „rybki” ;- ). Ustaliliśmy termin 17-19.08.2012. Jest piątek po pracy spakowany samochód i jadę. Jestem pierwszy nad wodą. Po krótkiej obserwacji wytypowałem stanowisko zauważając pływające ryby przy powierzchni.

Rozpakowałem auto i zacząłem rozkładać sprzęt, w tym momencie dojechał mój Team Partner Mateusz.

Wspólnymi siłami rozstawiliśmy obozowisko. Wywieźliśmy zestawy w nasze typowane miejscówki z nadzieją na branie

W oczekiwaniu na nadejście tego wymarzonego dźwięku, postanowiliśmy zaspokoić swoje pragnienie pamiętając, że to środek letnich upałów.

Po przejściu krótkiej ulewy stwierdziliśmy, że jednak faktycznie może padać deszcz i jednocześnie świecić słońce. W końcu jesteśmy na rybach wszystko jest możliwe. Krótko po dołączył Piotrek

Oczekiwanie na branie karpia przeciągnęło się do późnych godzin wieczornych w miłej atmosferze.

Pierwszą rybę tej zasiadki złowił Mateusz był to karp o wadze 10.8kg był to pierwszy karp o takiej masie złowiony przez niego.

Kolejna ryba tej samej nocy. Mateusz

Tej nocy były łącznie 3 ryby wszystkie złowione przez Mateusza. Po ostatniej rybie było jeszcze kilka brań lecz bez rezultatu. Sobotni poranek zaczął się spokojnie jak i cały późniejszy dzień. Przed południem odwiedzili nas znajomi z pytaniami czy coś się działo w nocy. Po czym sami zajęli swoje stanowiska na przeciwległym brzegu.

Sobotnia noc zaczęła się jak poprzednia od Mateusza pięknego karpia. Jego kombinacja kulek przypadła im do gustu.

Krótko po położeniu się. Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii na Piotra kiju. Ja nadal bez ryby.
I to była Piotra pierwsza ryba tej zasiadki. Po niej poszliśmy ponownie spać ale już nic nas nie wyrwało z namiotu

Poranek zaczął się inaczej niż w reklamie – rano kawka wieczorem żubr.

Optymistycznie nastawieni licząc na kolejne ryby wywozimy zestawy. (Optymistycznie – Mateusz, Piotr) (Czując nie dosyt – Sławek)

Zmieniając taktykę około 10 rano w niedziele złowiłem pierwszą rybę, potem miałem jeszcze dwie lecz zerwały się.

I to była ostatnia ryba naszej zasiadki. Potem tylko pamiątkowe zdjęcie i z planami na kolejną wyprawę pojechaliśmy do domu.

Pozdrawiam.

Relację opisał Sławomir Kowalczyk